WSPÓŁCZESNA SZEPTUCHA

Mówią o mnie Szeptucha, a ja się śmieję i tylko podkreślam, że współczesna! Wiedziona instynktem i wewnętrznym kompasem pokierowałam swoje kroki ku naturze dawnych kresów Polski. Nazywam się Monika Patrycja  Patkowska i jestem jedna z tych osób, które rzuciły wszystko (prawie wszystko) i wyjechały w Bieszczady.

Czy taki był plan? Nie. Na tamtym etapie życia często podróżowałam i chciałam jedynie poznać to miejsce. Poznać, zwiedzić, poczuć jego wyjątkowy klimat, o którym tak wiele osób mówi i pisze. Dziś wiem, że szukałam swojego miejsca na ziemi. Szukałam i znalazłam! Bieszczady stanowią w moim przypadku metaforę faktu, iż odważyłam się na odrzucenie wcześniejszego, pozornie wygodnego życia na rzecz dotarcia i zrozumienia planu własnej Duszy.

Na zewnątrz byłam normalną, poukładaną, dobrze wychowaną kobietą z tak zwanego dobrego i porządnego domu. Rodzice zadbali zarówno o nasz byt jak i odpowiednie szkolnictwo. Wewnątrz mnie toczył się jednak gigantyczny konflikt. Racjonalna i wykształcona na studiach akademickich Monika szła zgodnie z wytyczonym społecznie torem. Tymczasem w środku mnie rozbrzmiewał coraz silniejszy głos, że to nie jest moje życie. Nie to „właściwe” życie.

WYKSZTAŁCENIE A PLAN DUSZY

Konflikt jaki toczyłam wewnątrz siebie – wobec własnej duszy i ego, znalazł swoje rozwiązanie właśnie tutaj. W Bieszczadach. Okazało się bowiem, że poczucie wewnętrznego lęku (przed ewentualnym ostracyzmem otoczenia z powodu mojej miłości i predyspozycji do pracy z szeroko pojętą energią ) ograniczało mnie na tyle, że żyłam w sposób niezgodny z planem mojej Duszy.

Ukończyłam Wyższą Szkołę Oficerską Wojsk Lądowych. Posiadam tytuł magistra na kierunku zarządzania projektami oraz jestem lifecoachem. Nie postawiłam jednak umysłu ponad serce. I choć nigdy nie przestałam się uczyć – aktualnie kończę studia z psychologii na Collegium Humanum w Rzeszowie – to wiedzę, którą na nich zdobywam traktuję jako bazę do moich działań wykraczających poza książkowe „szkiełko i oko”.

SZEPTUCHĘ MAM WE KRWI

Można powiedzieć, że to, co teraz robię mam we krwi ponieważ we wcześniejszych pokoleniach mojej rodziny sporo kobiet zajmowało się właśnie pracą z energią w aspekcie chociażby ziołolecznictwa, czy odczyniania tak zwanych uroków.  Czym innym jest jednak przedwojenna szeptucha mieszkająca na wschodzie (w małej wsi), a z zupełnie innymi wyzwaniami wiąże się bycie współczesną szeptuchą. Stereotyp szeptuchy jest bardzo wypaczony. Chcemy widzieć w kimś takim starą, niedouczoną kobietę, analfabetkę bez większych aspiracji czy horyzontów myślowych, za to uzbrojoną w doświadczenie związane z wykonywaną przez nią praktyką. To takie „albo – albo”. Albo masz skończone studia i żyjesz jak „normalni ludzie”, albo nie umiesz czytać i pisać za to znasz się na ziołach. Nic pomiędzy.

Kładłam karty chyba od zawsze – umiałam to bez uczenia. Oczyszczałam energię ludzi i miejsc w zasadzie odkąd tylko pamiętam – tego też mnie nikt świadomie nie uczył. Zbierałam zioła. Rozczytywałam się w wiedzy na temat ich działania i rozlicznych możliwości leczniczych roślin, ale… Ale jako osoba gruntownie wykształcona na kilku kierunkach studiów, odrzucałam jednocześnie fakt, że to co robię, to co się ze mną dzieje, to forma powołania.
Że to jest to moje, właściwe życie.

Tłumiłam prawdziwe uczucia na rzecz pozornej aprobaty otoczenia. Dopóki mówiłam, że to tylko taka zabawa – otoczenie było przychylne. Nie wiedziałam , co mogło się stać, gdybym powiedziała, że to na serio. Że naprawdę wierzę w to, co robię. Najbardziej obawiałam się momentu wyjścia z szafy i publicznego zadeklarowania, że to na poważnie. Że taka jestem.

TRANSFORMACJA

Nie jest łatwo mówić o wierzeniach dawnych Słowian, o chęci kultywowania tradycji Szeptuch we własnym Rodzie, gdy zewsząd świat bombarduje cię informacjami na temat tego, jak ważna jest innowacyjność, logika, suche kalkulacje i postawa „mieć ponad być”. Z perspektywy czasu widzę i wiem, że każdy z nas tutaj na ziemi jest w ciągłym procesie dotarcia do prawdy o sobie. Jedyną realną droga do nas samych jest miłość.

Głęboko wierzę w to, iż właśnie po to zostaliśmy powołani do funkcjonowania w Świecie. Każdego dnia coraz mocniej dostrzegam fakt, iż wszystkie doświadczenia jakie zebrałam dotychczas w moim życiu służyły właśnie temu, abym mogła dotrzeć do samej siebie i miejsca w jakim jestem dzisiaj. Często powtarzam osobom, które przychodzą do mnie po pomoc, że ja mogę jedynie podzielić się tym, co już wiem oraz energią jaką posiadam. To, że czuję i widzę więcej to przede wszystkim pamięć komórkowa, która odziedziczyłam po kobietach z przeszłych pokoleń mojego Rodu, zajmujących się tym czym ja dzisiaj.

KIM JESTEM

Nie chcę być dla Ciebie nauczycielem ani nawet autorytetem. Pragnę jedynie dać Ci przykład i wesprzeć na drodze do miłości własnej i poukładania życia w sposób jakiego potrzebujesz. Bywałam w świecie bardziej publicznym, gdzie wizerunek stanowił priorytet i szanuję ten czas, ale wiem, że nie był transparentny z moimi potrzebami. Całą sobą szybko poczułam, że moje proste życie wśród zapachu suszonej pokrzywy i świec z wosku pszczelego jest dla mnie dużo ważniejsze niż nakarmione ego. Jednocześnie wiem, że każde doświadczenie jest dla mnie cenną nauką więc jestem za nie wdzięczna.

Czasy się zmieniają i choć nie jest to proste łączę dawną tradycję ze współczesnością tłumacząc, że umysł musi być wolny od wszelkich stereotypów. Jeśli widzę, że coś przekracza mój dar i kompetencje odsyłam daną osobę do lekarza. W 2019 roku otrzymałam nagrodę „Marka społecznie odpowiedzialna” – dla mnie to namacalny dowód, iż można rozwijać się duchowo i jednocześnie twardo stąpać po ziemi.

 

Tutaj przeczytasz dodatkowych kilka słów o mnie:

Monika Patrycja Patkowska. Współczesna Bieszczadzka Szeptucha

 

Jestem autorką takich pozycji jak:

  • Kompas Wilczycy 2019
  • Zapiski Szeptuchy 2020
  • Kalendarz Szeptuchy 2021

W CZYM MOGĘ CI POMÓC?

Produkuję świece z wosku pszczelego przeznaczone do medytacji, mydła naturalne, komponuję mieszanki ziół i wspierające pielęgnację skóry naturalne produkty kosmetyczne. Stawiam karty, oczyszczam energię ciała i miejsc, pomagam w podjęciu właściwej decyzji życiowej. Zbieram zioła, tworzę talizmany i własne świece intencyjne z roślin i wosku pszczelego. Oczyszczam domy ze złej energii, przygotowuję indywidualne zestawy ochronne dla mieszkań i rodzin. Nazywają mnie doradczynią duchową, szeptuchą, zielarką.

Czymkolwiek zajmujemy się na codzień ważne, by wszystko czynić z miłości i w zgodzie z własnym wnętrzem, i właśnie tej zasady mocno się trzymam. Wiodę proste życie wypełnione rozmowami z bliskimi mi osobami. Działam na ile to możliwe na rzecz tych, którzy mieli w życiu mniej szczęścia. Są to zarówno ludzie jak i zwierzęta. Mój dom jest pełen zwierząt, które adoptowałam ze schronisk. To właśnie w nich upatruję tej najbardziej bezbronnej i czystej części nas samych – części, która nie została skażona egoizmem czy chciwością. To od nich uczę się najwięcej.

JESTEM PUSTELNICZKĄ

Nie jest łatwo łączyć naturę pustelnika z rosnącą rozpoznawalnością, ale mając świadomość, że przyświeca temu chęć niesienia dobra wiem, że robię słusznie wychodząc ze swoim darem do ludzi. Znajdziesz mnie więc w mediach społecznościowych, do których link jest na dole strony.

W Bieszczadach możesz spotkać mnie w miejscach mało uczęszczanych, bo cenię sobie medytację wśród spokoju natury. Często przesiaduje boso na łące otoczona watahą moich psów. Tak się relaksuję i zasilam moje wewnętrzne baterie. Kocham ciszę i szum bieszczadzkich strumieni. To mój naturalny akumulator.

Nie gniewaj się, jeśli zaproponujesz mi spotkanie a ja odpiszę, że nie mam na to przestrzeni. To nie jest związane z Tobą, tylko ze mną. Jeśli mam służyć ludziom przez wiele lat, muszę zadbać o regenerację siebie. Kontakt z drugim człowiekiem, szczególnie podczas rozlicznych sesji, jest mocno wyczerpujący. Wierzę, że skoro to czytasz i to, o czym piszę jest Ci bliskie – odniesiesz się do mojej prośby ze zrozumieniem.

Pozdrawiam z miłością,

Monika Patrycja Patkowska